Translate

October 20, 2012

Makani - مكاني


Jakby to rzec. Może krótko? Jedno z moich ulubionych miejsc w Hurghadzie. Stary El Dahar na Hospital Street.
Staroarabsko, pysznie, domowo, wifiwowo, z pięknymi sofami, oknami, gdzie wieczorem zza ozdobnych okiennic widać tętniące życiem miasto.

Uwielbiamy. Ja i Leila

Zapraszam :)



October 19, 2012

♥♥♥ !!! I tańczy MOJA KAROLINKA :)

Tajemnica Abydosu. Brak tu tylko motokrosu


Tak jak Wam obiecałam sumiennie to nie tylko blog o modzie i włochach ale też smaczki egipskie sie tu beda pojawiać. I to coraz częściej, bo moja teleportacja zbliża sie wielkimi krokami.

Dzisiaj coś dla miłosników historii i tajemnic czyli hieroglify z Abydos - świątyni która znajduje się "rzut beretem" od naszej chatki w Qornie. Każdy z Was, kto pojedzie z nami do agroturystycznej przepięknej Qorny, mam nadzieję przekona się na własnej skórze i w oku, że miejsce jest niesamowite. Odbijemy zatem na trasie od mijanej po drodze Qeny... i teraz troszkę bliżej o Abydosie...


Wszystko niby na pierwszy rzut oka jest ok ale jak do diaska te tysiące lat temu panowie Egipcjanie uwiecznili na ścianie śmigłowce, okręty podwodne, czołgi armii, latające spodki, pręty i wiele innych dziwnych obiektów?

Hieroglify znajdują się na wysokości 8 metrów nad ziemią a najbardziej imponujący z nich to oczywiscie helikopter, gdzie wyraźnie widać łopaty wirnika, wał wirnika i częściowo ogon. Obok wesoło zwisa sobie okręt podwodny z płetwami na końcu. Dodam że hieroglify te popełnił Ramzes II który zamalował imię swojego poprzednika Setiego I. Byc może z tego miszmażu powstała armia 21 wieku.

Nasi naukowcy, biegli w tłumaczeniu hieroglifów przetłumaczyli okręt podwodny jako "Ten, który tłumi dziewięć łuków (tj. obce kraje)."

Jestem 100% zwolenniczką teorii spiskowych. W zwiazku z tym z ogromnym zaparciem / ekhe ten tego ten. NIE TYM/ tylko psychicznem przestudiowałam sobie poniższe dzieła przodków mojego męża i wyszło jednak, że Egipcjanie pochodzą z kosmosu.

Jak ostatnio w programie na moim ukochanym Planet teoria o piramidach w Gizie bedących w rzeczywistości jednym wielkim znakiem zapytania z opcją kosmicznego lądowiska dla statków Obcych, farmą urody, gdzie szalejąca energia pochodzi z Drogi Mlecznej i całej reszty.

Z kosmosu pochodzą też Polacy ale w innym sensie. Jak kto nie wie w jakim to niech wejdzie sobie na TVN24.

Dobra

Światynia Abydosu ma ponad 2000 lat a interpretancjum owych dzieł pozostawiam do Waszej dyskusji.
Chociaz nie przypuszczam aby takowa się tu pojawiła.
Nie ma kurcze. Givawaya kurcze. Z Romwe kurcze :'/
Pech.




October 18, 2012

mężczyzna też kobiet czyli this is how we do /Indie & Egypt/

Jest 20.00 i rodzina ma właśnie wylądowała w Hurghadzie. To tyle tytułem wstępu.
Jutro zaczynam praktyki w biurze podrózy gdzie musze opanować cały basen Morza Śródziemnego. Ekhe. No.

Dobra.

Dzisiaj przejdziemy do tego co prawdziwy mężczyzna powinien sobie raz na jakiś czas zafundować / a mój mąż Pan Tomas robi to co jakiś czas również, tyle, że w salonach hurghadyjskich ;)/

Wiem, że każda z Was zarobiona i raczej szuka gdzie tu w jakim konkursiku wygrać obuwie albo inną pastę do zębów, tudzież prostownice czy tam inne uzywane skarpety ale drogie panie.

Zatrzymajta sie na chwilę, popatrzta i bedzieta wiedziec co waszemu chłopu do szczęścia jest potrzebne.

Jakby chłop w Polsce takich zabiegów odbyc nie zdołał, to niech wpadnie na nas do Egiptu a zaprowadizmy go w pielesze barberhopu a i nasz znajomy Malik mu te włosy z gęby nitkom powyciunga :P

Pozdrawiam!
GrossBoss

Instagremium vel post premium

Pożegnania tutaj mata, pasek za 3 złote lata,
familija nie da rady, właśnie zdanża do Hurghady.
Mój egzamin pierwszy zdałam więc się cieszę jak cholera.
Będzie jeszcze 4 takie więc mi w bańce wylew wzbiera.
Ful nauki, doba krótka, dwa miesiące się powierca
potem wsiądę panie w Bingo
Kiedy się wybiorę znowu
do Egiptu...
gdzie dwa serca...






October 11, 2012

Lea Demolka wspomina dzieciństwo


Zima, zima :/ Choroba, glut i lód. No właśnie. Lód.

Dzisiaj będzie właśnie o właściwościach organoleptycznych lodu. Rosyjsko-polskich.

Uczęszczałam ja Mociumpanie do szkoły. Jak każdy pod przymusem w tym kraju ludzi wolnych od 18 roku życia. Podstawówka stała jak stoi, tylko była młodsza. Ja też. Przypowieść działa się w roku 1984, kiedy trzecioklasista Redakcja zapychała w bardzo srogą zimę powiewając glutem długości węża boa. Zapychałam przez zaspy i śniegi trzeszcząc szczerbami między szczękającymi szczękami. Obok szkoły mieścił się piękny budynek, gdzie czasem mieszkał ambasador ZSRR. Tak go umiejscowili normalnie. Obok nieletnich Polaków. Przyszłości naszej Ojczyzny. Dom ambasadora okalało kute ogrodzenie wykończone złotymi strzałkami. Do tego po raz pierwszy widziałam tam domofon.

Koledzy Redakcji znajdowali sadystyczne ujście pary w nacieraniu naszych gęb śniegiem brudnym, z ulicy zebranym, a zwłaszcza wtedy, kiedy z nosami jak gaśnice czerwonymi wracałyśmy z WF-u mokre po kolana. Od razu zaznaczam, że mokre od dołu po kolana a nie od pasa po kolana.

Tego dnia po szkole wlazłam na grupę znaną mi z owych praktyk. O dziwo grupa stała przy balustradzie radzieckiej robiąc pikietę. Strażnicy, którzy sztywnieli w budce na rogu, patrzyli smętnie na gnoi nie reagując na nielegalną pikietę. Może dlatego, że ambasador pojechał sobie w cholerę do Moskwy lub za Ural napić się wódki. Tłumek gęsty, gęstniał coraz to bardziej. Ponieważ zawsze muszę wiedzieć o co chodzi, zwłaszcza wtedy kiedy nie wiadomo o co chodzi, wydłubałam sobie dziurę w ludziach i dostałam się w środek akcji „Język”

Kolega Malinoski razem z Kolegą Wilczakiem lizali sztachety. Po co wtedy nie wiedziałam. A jak czegoś nie wiem, to pytam. No więc pytam:

Kolego Malinoski, Kolego Wilczak, a czemu wy liżecie te sztachety?
Przylepiamy się na czas” – odpowiedział Kolega Wilczak. „Założyliśmy się o hacele kto dłużej wytrzyma”

Teraz przerwa reminiscencyjna.

Hacele chciał każdy mieć. Kto nie wie co to hacel, niech sobie znajdzie konia, złapie go za kopyto i zapyta dlaczego już ich nie używa. Grało się nimi w podrzucanego-zbieranego na punkty. Oprócz tego ten, kto miał najwięcej haceli miał najwięcej kolegów. Ja do tej pory miałam cztery, ale chciałam więcej. Pytam więc grzecznie o ile haceli założyli się koledzy? A o sześć. Świeczki stanęły mi w oczach, bo już wyobraźnia zrobiła swoje, byłam popularna i miałam dziecięć haceli.

No mówię wam. Jak ja się zamachnęłam tym łbem. Jak ja mówię wam wywaliłam ten jęzor. Jak ja mówię wam polizałam ten produkt polski dla Rosji. Od samego dołu do mniej więcej metra dwudziestu miałam zamiar.

Tak około 80 centymetra utknęłam razem z moim niehigienicznym językiem i przylepiłam się do żelaza. No i wtedy się zaczęło.

Sto sposobów na oderwanie Redakcji od terytorium obcego Państwa. Ponieważ darłam się jak kotka w marcu, po 20 minutach z domu ambasadora wyleciała jakaś baba. Baba zaczęła na nas wrzeszczeć po rosyjsku i próbowała mnie siłą od tego płotu oderwać. Ja nie wiem jak to wyglądało z boku, ale chyba dosyć srogo, bo jeden ze strażników chrzęszcząc podszedł do nas, żeby nas zganić. Mogli mnie ganić i w 10 osób, ale to na nic, jak mogłam przypuszczać, bo z mięśnia poszła mi już posoka.



I może teraz puenta

Najlepszym sposobem na rozpędzenie wrogiej DEMONSTANCJI jest woda z samowara

Z wyrazami
Redakcja

October 10, 2012

Zimno wurwa czyli opowieść o kożuchu. Tureckim

Pamiętam jedną historię, którą tu dzisiaj przytoczę.
Historie opatentowałam 26 lipca 2005 roku i jako, że mój blog LeiDemolki powoli przenosze na Ego oraz, że mi dzisiaj CHOLERNIE zimno, nadszedł czas o opowieśc o kożuchu.


Onegdaj właśnie Krzych zza ściany obchodził święto Krzycha zza ściany. Dzięki temu mogłam spotkać się wesoło i radośnie a z resztą a rodziny, która po kilku butelkach wina poczęła wyciągać z gardeł opowieści o czasach zamierzchłych. Po pierwsze dowiedziałam się, że Bardzo-porządny-wujek również dawał w szyję księzycówką i dostępną w czasach PRL-u produkcją polskiej myśli twórczej z czerwoną nalepką. Co w przypadku wujka dziwne, jest to osobnik niezwykle i sugestywnie stroniący od mocniejszych uciech kulinarnych. Za to chodzi do kościoła. W wolnym czasie uprawia sztukę, jak i reszta familii wujka. Artystyczna dusza. Bez szczegółów, bo to persona raczej popularna i znana w kręgach muzycznych. uhm…

Ten to właśnie wujek w czasach, kiedy jego słabe aktualnie włosy nie były jeszcze takie słabe a i nie sterczały pojedynczo w kosmos, nosił fryzure podobną do mojej fryzury kiedy byłam pacholęciem, czyli na grzybka. Czoło dopiero zaczęło mu wędrować w stronę pleców, ale boki falowały jak trza. Ten to wujek uwiódłwszy moją osobistą ciotkę, nie zaprzestał dążeń do perfekcyjnego wyglądu i wspólnie z resztą społeczeństwa Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej niecnie próbował nosić zamiast kapoty z GieeSu kapotę turecką.

Wujek nabył więc niecnie kożuch afrykańskiego ludu z północy kontynentu znad Moarza Śródziemnego co zamiast turbanów produkował wtedy głównie swetry w pepitkę i haftowane odzienia oraz dżynsy w marmurek. Nie przypominam sobie wujka w sweter w pepitke ani noszącego marmurkowe wycieruchy, ale kożuch drodzy Państwo, jak przyzna każdy obywatel urodzony między 1950 a 1975 to było coś.

Kożuchami handel kwitł w bramach i w hotelach. Turki i Turkowie różnego koloru przewozili te kożuchy na własnych plecach pocąc się w słońcu Alanyi, Ankary i Istambułu. Potem te kożuchy szły po 10.000 pod Smykiem warszawskiem albo na Rózyckim. Kożuchy charakteryzowały się kolorem jasnym albo ciemnym, haftem na stronie zamszowej nitkami: rózową, czerwoną, żółtą i zieloną oraz kudłatym okładem kaptura i mankietów. Były pożądane i deficytowe. Szczególnie wtedy kiedy trzeba było je dać po roku do prania, bo żonie w pralce Frani nijak nie udałoby się usunąć plamy po żywności lub błotku ulic.

W ten to właśnie sposób wujek lansował się po ulicach stolicy.

Pewnego dnia zawitał do kolegi i spożyli. Spożyli zdrowo, w towarzystwie, ale wujek jako przykładny mąż i ojciec musiał wrócić do bloku na czas. Pożegnawszy się z kolegą, nałożył w przedpokoju kożuch i poszedł.

Sunął równo i męsko po ulicy Filtrowej, kiedy to z dwóch stron nadeszło dwóch ponurych panów. Ponurzy panowie obaczywszy wujka co z rozwianymi klapami kożucha i rozwianymi włosami na grzybka toczył się w zaspach, rzucili się na wujka i kazali okazać dowód. Wujek gibiąc się w swoim kożuchu, szarmancko sięgnął do kieszeni i wyciągnął dowód. Ponury pan obejrzał sobie z zainteresowaniem dokumenta i w ten własnie sposób wujek został oskarżony o napad na pralnię chemiczną, z której pół godziny wczesniej ktoś zapieprzył dwadzieścia męskich kożuchów produkcji tureckiej.

Ech przypadku nieszczęsny! Zła chwilo! Losie okrutny!

Wujek wychodząc nie sprawdził koloru nitki i wyszedł w kożuchu kolegi, z dowodem kolegi z bloku kolegi.

Nie wiem, bo to chyba trzeba opisac w teczce wujka, że ponurzy panowie zamiast zgarnąć go na dołek, lub na Kolską, wysłuchali opowieści wujka o niebyciu złodziejem z pralni i niebyciu złodziejemz Filtrowej i poszli z nim miłościwie na tą prywatkę na Filtrowej… Tam wujek zmienił kożuch na kożuch. Dowodu nie musiał zmieniać, bo wszyscy nosili dowody w kieszeni kożucha.

W sumie szkoda.

Chciałabym mieć krewnego-muzyka-kompozytora co napadł na pralnię. Opisaliby go w Trybunie Ludu a na imieninach Krzycha moglibyśmy sobie o tym poczytać. Chociaż… tak też jest całkiem nieźle o ile ktoś zrozumi o co mi chodzi. A jak nie zrozumi to niech poczyta coś głębszego. Na przykład „Na żywo”



Z wyrazami
Redakcja co kożucha nie miała bo jej nie kupili, bo ich było nie stać. Ale se narysuje