Translate
Showing posts with label Oriental Room. Show all posts
Showing posts with label Oriental Room. Show all posts
February 22, 2013
January 11, 2013
January 6, 2013
Hayati...
Witajta moje duszki :)
Dotarłam cała i zdrowa do wietrznej Hurghady gdzie wiatry łby urywają tuż po 17.00 kiedy to słońce schowa się za górami.
Proszę was... jakbyśta zobaczyli w jaki sposób sie przeteleportowałam do tej Hurghaday to byśta pękli ze smiechu. Najpierw zakupiłam 10 toreb próżniowych co się z nich odsysa powietrze. Potem do trzech z nich zapakowałam zasłony, pięc poduszek, trzy podgłówki, pół mojej szafy / bo szafa Leili już w większości przebywa w Egipcie/ dwie kołdry, dwa koce, fontannę / słowo daję pokażę Wam na Instagramie zdjęcia/, córkę, męża, oraz dwadzieścia fiksów do sałatek, koreczki śledziowe też/
Modliłam się tylko, żeby mi te odessane torby co były twarde jak klocki / ŁOMATKO PRZEPRASZAM :*/ wpuślili do samolotu.
wpuścili i nawet dojechało wszystko do Hurghady. Fontanna pogięła się jak nie wiem ale obcęgami i młotkiem wyprostowaliśmy ją jak sie patrzy. Ciurka nam teraz w sklepie i robi nastrój.
Może jak kto wejdzie w końcu do tego sklepu to się zachwyci, bo turyści siedzą po hotelach i piją. Za zimno im mówie Wam :P
Hohoho!
A widoki piękne zaiste mam kiedy tylko wystawie nos z naszego mieszkania. Mieszkanko owe na wzgórzu sobie stoi więc z jednej strony mam Morze Czerwone / do którego 2 minutki z górki na pazurki/ a z przeciwnej sześć minaterów rozrzuconych na horyzoncie plus dwa krzyże koptyjskie - górujące nad krajobrazem piaszczystego ogromnego dołu gdzie jeszcze nie stoją budynki.
Oddziela mnie od nich przestrzeń wielka, która otwiera się tuż za ogrodzeniem, którego nie przekracza nikt oprócz zwierząt.
W ogromnym tym dole, który wygląda jak krater po meteorycie biegają pasy. To ich teren. Budynki zaś i ulice należą do tysięcy kotów, które zorganizowały sobie całkiem wygodne życie biegając od torby do torby, jedząc chleb i owoce / słowo daję pierwszy raz widziałam jak koty jedzą jabłka i ogórki/
Oto pierwszy etap mojego nowego życia. Czeka mnie jeszcze kilka miesięcy w Polsce i zakończenie współpracy z Matko Korporacjo. A potem spotkania w sprawie pracy, szperanie w znajomościach aby w końcu zacząć. To nowe, bardzo trudne ale jakże ekscytujące moje JA.
p/s i nie martwcie sie o GrossBossa.
Coś się kończy, coś się zaczyna prawda? :)))







Dotarłam cała i zdrowa do wietrznej Hurghady gdzie wiatry łby urywają tuż po 17.00 kiedy to słońce schowa się za górami.
Proszę was... jakbyśta zobaczyli w jaki sposób sie przeteleportowałam do tej Hurghaday to byśta pękli ze smiechu. Najpierw zakupiłam 10 toreb próżniowych co się z nich odsysa powietrze. Potem do trzech z nich zapakowałam zasłony, pięc poduszek, trzy podgłówki, pół mojej szafy / bo szafa Leili już w większości przebywa w Egipcie/ dwie kołdry, dwa koce, fontannę / słowo daję pokażę Wam na Instagramie zdjęcia/, córkę, męża, oraz dwadzieścia fiksów do sałatek, koreczki śledziowe też/
Modliłam się tylko, żeby mi te odessane torby co były twarde jak klocki / ŁOMATKO PRZEPRASZAM :*/ wpuślili do samolotu.
wpuścili i nawet dojechało wszystko do Hurghady. Fontanna pogięła się jak nie wiem ale obcęgami i młotkiem wyprostowaliśmy ją jak sie patrzy. Ciurka nam teraz w sklepie i robi nastrój.
Może jak kto wejdzie w końcu do tego sklepu to się zachwyci, bo turyści siedzą po hotelach i piją. Za zimno im mówie Wam :P
Hohoho!
A widoki piękne zaiste mam kiedy tylko wystawie nos z naszego mieszkania. Mieszkanko owe na wzgórzu sobie stoi więc z jednej strony mam Morze Czerwone / do którego 2 minutki z górki na pazurki/ a z przeciwnej sześć minaterów rozrzuconych na horyzoncie plus dwa krzyże koptyjskie - górujące nad krajobrazem piaszczystego ogromnego dołu gdzie jeszcze nie stoją budynki.
Oddziela mnie od nich przestrzeń wielka, która otwiera się tuż za ogrodzeniem, którego nie przekracza nikt oprócz zwierząt.
W ogromnym tym dole, który wygląda jak krater po meteorycie biegają pasy. To ich teren. Budynki zaś i ulice należą do tysięcy kotów, które zorganizowały sobie całkiem wygodne życie biegając od torby do torby, jedząc chleb i owoce / słowo daję pierwszy raz widziałam jak koty jedzą jabłka i ogórki/
Oto pierwszy etap mojego nowego życia. Czeka mnie jeszcze kilka miesięcy w Polsce i zakończenie współpracy z Matko Korporacjo. A potem spotkania w sprawie pracy, szperanie w znajomościach aby w końcu zacząć. To nowe, bardzo trudne ale jakże ekscytujące moje JA.
p/s i nie martwcie sie o GrossBossa.
Coś się kończy, coś się zaczyna prawda? :)))
March 25, 2012
October 26, 2011
How to make oriental room? Damy wideplan oraz zoom
Dzisiaj moje drogie duszki będzie o tem jak to być debilem w ciąży, skakać nieswobodnie po konstrukcji drewnianej i zwisać na szmatach i tydzień przed porodem wybudować sobie konstrukcję sosnowo-dębowom o szyciu nie wspomnę. No więc najpierw do chaty wjechało sześć bali. Potem te bale postawilim i na wierzchu przybilim górne łączne. Pod temi balami umieścilim rozporniki do zasłon prysznicowych, co by nanizać nadobne płachty burakowe ze wzrokiem.
Wspomnę może tylko o tem, że największa frajdę sprawiło mnie osobiście uratowanie dwudziestoletniego narożnika made in PRL co niejedno widział i niejedno wchłonął. / O pomidorowej mówię na przykład lub innej tam herbacie tego ten tego ten.../ Narożnik otrzymał nowe zagłówki, które wypiłowaliśmy z moim najdroższym Papą und Tomasem, nałożyliśmy na to gąbkę a następnie całe klu pomysłu "na" czyli hyszpańskom tkaninę ozdobnom co ją do tej pory uwielbiam za to iz jest hyszpańskom tkaninom ozdobnom.
Poduchy poszły w ślad za zasłonami, bo je z tej jednej / trzeciej/ wycięłam i uszyłam pokrowce na Spong Boba, frędzel zwiss, wszystko gra. Potomek, co otrzymał swój salon w prezencie zadowolony jak nie wiem, bajzel codziennie trza sprzątać - a jakże ale o wiele bardziej pasi mnie sprzątać bajzel orientalny niż taki z IKEA albo innego tam modern art gdzie dzieciak otrzymuje stolik ze stali nierdzewnej, z którego łatwo jest wytrzeć pawia.
Wycięłam zatem swój stoliczek z nadobnego drewienka, szablonik z tekturki i machnełam takie cuś co tam pod tą lampą Alladyna stoi. Szafki z odzysku posiadły kolor mahoniu plus uchwyty a cała reszta wjechała do saloniku zara potem, jak Krzyczący Potomek zagościł po drugiej stronie brzucha :)
Sufit podwieszany przywiozłam w głowie z Hurghady, bo kumpel obok w sklepie zrobił sobie podobny, tylko z aksamitu. Jakbym se powiesiła aksamit to bym chyba musiała co roku budować ten pokój na nowo a dekorancjum zdejmować w masce gazowej na twarzoczaszce. Dlatego też całe konstrukcjum jest lekkie i łatwe do uprania a nanizane wokół żyrandola na kółko co było uchwytem do wieszaka w kiblu.
Zatem.
Pozdrawiam wszystkie Panie Matki co też lubią porąbać drwa zamiast kupić gotowe. I wszystkie te co lubią ratować zdechłe vintydże.
Uszanowania
GrossBoss i Leila Statysta co tu tydzień miała więc jeszcze trochu pomarszczona zaległa na tych poduchach :)


Tags:
DIY,
GrossBoss,
LeaMun,
Leila,
Oriental Clothes,
Oriental Room
Subscribe to:
Posts (Atom)






























.png)
.png)
.png)






















