Translate

Showing posts with label Oriental Room. Show all posts
Showing posts with label Oriental Room. Show all posts

January 6, 2013

Hayati...

Witajta moje duszki :)


Dotarłam cała i zdrowa do wietrznej Hurghady gdzie wiatry łby urywają tuż po 17.00 kiedy to słońce schowa się za górami.

Proszę was... jakbyśta zobaczyli w jaki sposób sie przeteleportowałam do tej Hurghaday to byśta pękli ze smiechu. Najpierw zakupiłam 10 toreb próżniowych co się z nich odsysa powietrze. Potem do trzech z nich zapakowałam zasłony, pięc poduszek, trzy podgłówki, pół mojej szafy / bo szafa Leili już w większości przebywa w Egipcie/ dwie kołdry, dwa koce, fontannę / słowo daję pokażę Wam na Instagramie zdjęcia/, córkę, męża, oraz dwadzieścia fiksów do sałatek, koreczki śledziowe też/

Modliłam się tylko, żeby mi te odessane torby co były twarde jak klocki / ŁOMATKO PRZEPRASZAM :*/ wpuślili do samolotu.

wpuścili i nawet dojechało wszystko do Hurghady. Fontanna pogięła się jak nie wiem ale obcęgami i młotkiem wyprostowaliśmy ją jak sie patrzy. Ciurka nam teraz w sklepie i robi nastrój.
Może jak kto wejdzie w końcu do tego sklepu to się zachwyci, bo turyści siedzą po hotelach i piją. Za zimno im mówie Wam :P


Hohoho!

A widoki piękne zaiste mam kiedy tylko wystawie nos z naszego mieszkania. Mieszkanko owe na wzgórzu sobie stoi więc z jednej strony mam Morze Czerwone / do którego 2 minutki z górki na pazurki/ a z przeciwnej sześć minaterów rozrzuconych na horyzoncie plus dwa krzyże koptyjskie - górujące nad krajobrazem piaszczystego ogromnego dołu gdzie jeszcze nie stoją budynki.

Oddziela mnie od nich przestrzeń wielka, która otwiera się tuż za ogrodzeniem, którego nie przekracza nikt oprócz zwierząt.

W ogromnym tym dole, który wygląda jak krater po meteorycie biegają pasy. To ich teren. Budynki zaś i ulice należą do tysięcy kotów, które zorganizowały sobie całkiem wygodne życie biegając od torby do torby, jedząc chleb i owoce / słowo daję pierwszy raz widziałam jak koty jedzą jabłka i ogórki/

Oto pierwszy etap mojego nowego życia. Czeka mnie jeszcze kilka miesięcy w Polsce i zakończenie współpracy z Matko Korporacjo. A potem spotkania w sprawie pracy, szperanie w znajomościach aby w końcu zacząć. To nowe, bardzo trudne ale jakże ekscytujące moje JA.

p/s i nie martwcie sie o GrossBossa.

Coś się kończy, coś się zaczyna prawda? :)))





October 26, 2011

How to make oriental room? Damy wideplan oraz zoom



Dzisiaj moje drogie duszki będzie o tem jak to być debilem w ciąży, skakać nieswobodnie po konstrukcji drewnianej i zwisać na szmatach i tydzień przed porodem wybudować sobie konstrukcję sosnowo-dębowom o szyciu nie wspomnę. No więc najpierw do chaty wjechało sześć bali. Potem te bale postawilim i na wierzchu przybilim górne łączne. Pod temi balami umieścilim rozporniki do zasłon prysznicowych, co by nanizać nadobne płachty burakowe ze wzrokiem.

Wspomnę może tylko o tem, że największa frajdę sprawiło mnie osobiście uratowanie dwudziestoletniego narożnika made in PRL co niejedno widział i niejedno wchłonął. / O pomidorowej mówię na przykład lub innej tam herbacie tego ten tego ten.../ Narożnik otrzymał nowe zagłówki, które wypiłowaliśmy z moim najdroższym Papą und Tomasem, nałożyliśmy na to gąbkę a następnie całe klu pomysłu "na" czyli hyszpańskom tkaninę ozdobnom co ją do tej pory uwielbiam za to iz jest hyszpańskom tkaninom ozdobnom.


Poduchy poszły w ślad za zasłonami, bo je z tej jednej / trzeciej/ wycięłam i uszyłam pokrowce na Spong Boba, frędzel zwiss, wszystko gra. Potomek, co otrzymał swój salon w prezencie zadowolony jak nie wiem, bajzel codziennie trza sprzątać - a jakże ale o wiele bardziej pasi mnie sprzątać bajzel orientalny niż taki z IKEA albo innego tam modern art gdzie dzieciak otrzymuje stolik ze stali nierdzewnej, z którego łatwo jest wytrzeć pawia.

Wycięłam zatem swój stoliczek z nadobnego drewienka, szablonik z tekturki i machnełam takie cuś co tam pod tą lampą Alladyna stoi. Szafki z odzysku posiadły kolor mahoniu plus uchwyty a cała reszta wjechała do saloniku zara potem, jak Krzyczący Potomek zagościł po drugiej stronie brzucha :)

Sufit podwieszany przywiozłam w głowie z Hurghady, bo kumpel obok w sklepie zrobił sobie podobny, tylko z aksamitu. Jakbym se powiesiła aksamit to bym chyba musiała co roku budować ten pokój na nowo a dekorancjum zdejmować w masce gazowej na twarzoczaszce. Dlatego też całe konstrukcjum jest lekkie i łatwe do uprania a nanizane wokół żyrandola na kółko co było uchwytem do wieszaka w kiblu.




Zatem.

Pozdrawiam wszystkie Panie Matki co też lubią porąbać drwa zamiast kupić gotowe. I wszystkie te co lubią ratować zdechłe vintydże.

Uszanowania
GrossBoss i Leila Statysta co tu tydzień miała więc jeszcze trochu pomarszczona zaległa na tych poduchach :)